Blog > Komentarze do wpisu
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy według gwiazd

XIX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy ruszył bladym świtem. Kto żyw pędzi do puszek, uczestniczy w aukcjach internetowych, bierze udział w koncertach i imprezach specjalnych na tę okazję zorganizowanych. Jak co roku podnoszony jest alarm, że artyści nie chcą grać charytatywnie a na Macieja Maleńczuka nie stać Krakowa. Personalne potyczki na portalach trwają, tak naprawdę jednak wielu wykonawców inkasuje kasą ze występ. W opozycji do czarnych owiec akcji stoją Ci, którzy wspierają ją, przekazując na szczytny cel przedmioty do licytacji. I tutaj możemy obserwować kreatywność naszych celebrytów. Niektórzy z nich wykazali się inwencją, wystawiając na aukcję swoją osobę - można zakupić kolację z Patrycją Kazadi, Magdaleną Gessler. Jeśli ktoś ma ochotę, może stać się posiadaczem Wiktora Janusza Gajosa, nart Adama Małysza czy butów Marcina Gortata. Dla wielu to łakomy kąsek. Mam jednak wrażenie, ze niektóre z gwiazd nie potraktowały zbyt poważnie akcji i zafundowały sobie poświąteczne sprzątanie magazynów. Karol Strasburger przekazał WOŚP książkę swojego autorstwa Apetyt na życie. Kolejna publikacja, o której zapomniałam wspomnieć kilka wpisów temu. Nikt nie wie po co wydana, mająca skromne grono odbiorców i to nie dlatego, że porusza tematykę fizyki jądrowej. A czyż nie zabawniej,  bardziej dochodowo byłoby, gdyby Pan Karol przekazał, pisany gęsim piórem na pergaminie, jeden ze swoich genialnych dowcipów z Familiady. Pisany własnoręcznie oczywiście.
Doda przekazała pejcz, który towarzyszył jej podczas jednego z odcinków Gwiazdy tańczą na lodzie, Jolanta Rutowicz swój naszyjnik z żelków, Radosław Majdan koszulkę i piłkę Polonii Warszawa. Dla obu Pań rzeczy te zapewne nie przedstawiają wartości sentymentalnej, zapomniały na pewno juz o ich istnieniu, bo mają ten komfort, że na co dzień mogą otaczać się wciąż nowymi, równie prowizorycznymi gadżetami. Pan Majdan natomiast bardziej znany jest w chwili obecnej ze swojej tajemniczej fryzury i zagadki pojawiającego się na głowie owłosienia aniżeli z aktywnego wylewania potu na stadionach.

Ludzie nabywają te prezenty napędzani akcją, która rokrocznie angażuje coraz więcej ludzi i państw. Każdy ma swoich faworytów w artystycznym świecie i dzięki WOŚP nie dość ,że może pomóc to jeszcze może wzbogacić się o prezent od ulubieńca. Niestety przez lata wyhodowaliśmy na własnej piersi celebrytów, którzy uważają, że ich zasmarkana chusteczka higieniczna może konkurować z gadżetami od ludzi niekoniecznie z pierwszych stron gazet, których sukcesów nie raz nie da się policzyć. Dlatego, niestety, kupujemy gile, choć przy odrobinie dobrej woli można by je przerobić w sympatyczne origami.

Gdyby celebryci wykazali się dystansem do swojej osoby, prezenty od nich mogłyby się otrzeć o mały geniusz. Niestety tak nie jest, a kolejne na to przykłady wciąż dochodzą do mych uszu. Choćby ten, który w roli głównej obsadza prezentera TVP Krzysztofa Ziemca. Ostatnio jego program o tragediach ludzi znanych został zdjęty z anteny. Skomentował to Kuba Wojewódzki, chwaląc format produkcji, zarzucając jednak dziennikarzowi brak osobowości. Odpowiedź była szybka, w swej treści zawierała słowa chamstwo, ogień piekielny. Z całym szacunkiem dla Pana Ziemca, ale każdy ma prawo mieć swoje zdanie, a udział w traumatycznych przeżyciach (pożar) nie okrywa go całunem nietykalności. Krytyka boli. Ale nie ma ludzi doskonałych.

Kto może niech licytuje. Niech używa tyle zdrowego rozsądku ile tylko ma. Propozycji jest mnóstwo, wiele z nich niezwykle ciekawych - choćby Noc w Muzeum Narodowym w Krakowie - to subiektywne zdanie zawodowej muzealniczki. Nie róbmy z pięknej akcji targowiska dziadostwa.

niedziela, 09 stycznia 2011, eveliina_m

Polecane wpisy

Komentarze
2011/01/10 17:58:50
Raz w życiu uczestniczyłam w organizacji WOSP i widziałam od podszewki jak sprawy się maja, to było dawno jak jeszcze wierzyłam ideologicznie w owocność moich działań, Artyści "na żywo" nie występowali na żywo, odegrali swoje, skasowali i pojechali dalej, a kiedy grupa górali podhalańskich z sercem na dłoni oddawała rękodzielnicze dzieła została delikatnie mówiąc zbyta, moje szczytne idee legły bezpowrotnie w gruzach, Dziś wrzucam przysłowiową złotówkę do puszki, wiedząc, że 50% z tego opłaca "wolontariuszy". Ale dobre i to, w końcu jakiś sprzęt zostaje zakupiony, lepsze"coś", niż nic. Mogę nawet pokusić się na zasmarkaną chusteczkę kogoś, kogo nawet mało znam, jeżeli choć trochę pomogę. I chyba tak trzeba do tego podchodzić.
-
2011/01/11 13:04:36
Czy owa zasmarkana chusteczka ma być w takim razie dyplomem za hojność? Można te pieniądze przekazać nie chcąc nic za to. Chyba, że ktoś jest fanem Karola Strasburgera i marzy o jego książce. Wtedy nie ma z czym polemizować. Ja chciałabym tylko, żeby wszyscy w ten dzień wsadzili więcej serca w przekazywane gadżety. A nie zbywali nas byle czym.

kontakt

Statystyki:

AKTUALNIE ONLINE: