Blog > Komentarze do wpisu
Nie będzie obcy pluł nam w twarz...czyli czy więcej czasu antenowego w radio dla polskiej muzyki zryje nam beret?

Wyobrażacie sobie świat, w którym Olek klepie się na ławce po kolanku trzy razy częściej a Piasek pięć razy dziennie spożywa śniadanie dostarczone wprost do łóżka? To może brzmieć jak szczęk łańcuchów na ulicy Wiązów, ale wkrótce może nas empirycznie ogarnąć. Sejm, podpierając się prawem unijnym zmodyfikował ustawę o ochronie języka polskiego w rozgłośniach radiowych i ponoć już wkrótce nie będzie grania polskiej muzy po ciemnych nocach ale w najlepszym czasie antenowym czyli od 5 do 24.

Rodzima twórczość musi zajmować w pasmie audycyjnym objętościowo 1/3 całości, z której 60% powinna być odtwarzana w wyżej wymienionych godzinach. Do tej pory polskie piosenki zakradały się do naszych uszu najczęściej podczas błogich pochrapywań czyli wtedy gdy słonko śpi.

Dodatkowo, piosenka debiutanta ma mieć podwójną moc rażenia. Czyli na logikę, bardziej będzie opłacało się lansować nowe twarze, bo jedna piosenka początkującego będzie miała wartość dwóch kawałków wyjadaczy. W dobie skomasowanego ataku programów szukających dobrze zapowiadających się talentów wokalnych, pomysł doskonały.

Minister Kultury wychodząc naprzeciw rodzimej produkcji powinien również powołać komisję do przeciwdziałania muzycznej papce. Bo nie wystarczy śpiewać po polsku, trzeba też mieć coś do powiedzenia. Nie mam na myśli w tym momencie np. śląskich szlagierów, promowanych tylko w określonych pasmach, które zna w większości jedynie target do którego kierowane są pieśni o bujaniu gołębi (moja ulubiona piosenka "Gołymbiorze"). Chodzi mi o radia powszechnej dostępności, o ogólnokrajowym zasięgu, na które bardzo często zwyczajnie jesteśmy skazani. Gdyby usunąć z nich skowyt Ani Wyszkoni, która ma misję zatruwania nam życia, Beatę Kozidrak, która już dawno zagubiła się w swojej metaforyczności byłoby higieniczniej. Nie jest jednak najgorzej. Co prawda wtłacza nam się w mózgi wciąż te same nuty aż do zmulenia mentalnego, ale wynika to z pokrętnej polityki stacji o kosmicznym odczynniku komercyjności. Przeglądając aktualne notowania list przebojów Radia Zet i RMF FM stwierdzam, że polski sektor reprezentowany jest przyzwoicie. Ale wciąż zbyt jednostajnie. Krajewski, Piaseczny, Zagrobelny, romantyczny powiew, wciąż o miłości, złamanym sercu, rozczarnowaniu, uczuciowemu rozparcelowaniu. NUDA. Nie oczekuję, że stacje te będą lansować utwory o śpiochach w oczach, odorze spod pachy, twardych piętach i łupieżu łonowym ale więcej polotu, na miły Bóg.

Zastój i brzmieniowa monogamia wynikają z faktu, że rozgłośnie nie doceniają swoich słuchaczy, dlatego lansują asekuracyjne hity bez większego wyrazu. Wyrabiają sobie miałką markę, przez co ambitniejsza muzyka szuka innych wentyli promocyjnych. I dlatego tak rzadko trafia w ucho potencjalnemu Kowalskiemu. Kowalski chętnie posłuchałby Brodki, Noviki, Pati Yang, The Cuts, gdyby miał taką możliwość. Ale lepiej ładować mu do głowy po raz setny Volver i łzawą historię nastolatka śpiewaną przez starego pryka.

Nie mam zamiaru wciskać w mocno komercyjny eter twórczości Grabaża, Happysad czy Negatywu, bo podejrzewam, że nie tylko ja mogłabym tego nie przeżyć. Ale trochę wiosennego, ciepłego tchnienia mądrości, pomysłu, bitu przydałoby się każdemu z nas. Bo nuda to podła małpa.

poniedziałek, 14 marca 2011, eveliina_m

Komentarze
2011/03/16 18:30:23
Trochę mnie przerażają te odgórnie narzucane procenty. Na szczęście póki nikomu nie wpadnie do głowy, że i obywatele powinni słuchać muzyki "procentowo" ;), sama sobie podozuję to, co chcę i ile chcę.
Smutne trochę, że istnieje całkiem sporo polskiej niewypromowanej muzyki, mniej znanych zespołów, których chętnie dla odmiany by można posłuchać w radiu. Cóż z tego, skoro linia taka a nie inna i mile widziane są tylko zespoły bajmopodobne. Eh...

kontakt

Statystyki:

AKTUALNIE ONLINE: