Blog > Komentarze do wpisu
Paris w New Jersey odbija się pustką

Wakacje, przygoda, nuda, pierdy popychane i rzucane w stołek i cała reszta, która wiąże się z czasem wolnym. Ostatnio nie pisałam. Bynajmniej nie z powodu zażyłości z rzeczonym pierdem. Scedowałam swoją energię gdzie indziej. Ale powoli wracam. Łykam harmonię i równoważę balans ciała hobbystycznego. 

Dziś chcę się zająknąć o pustce, nieróbstwie, marnotrawstwie czasu które ubiorę w strój kultury próżniaczej. Wykroję jej mały aspekt o podłożu medialnym i przeskanuje parszywym okiem telewizyjnego trolla.

Kto chce być najlepszą przyjaciółką Paris Hilton palec pod budkę, bo za minutkę budka się zamyka i będziecie mogli sobie wsadzić paluch w nosowe czeluście. Paris choć znana, bogata i rozpoznawalna wciąż szuka. Panowie, instytucja przyjaciółka jako męskiego odpowiednika kumpeli na zabój również brana pod uwagę. Orientacja homoseksualna mile widziana. 
MTV pomaga w żmudnych poszukiwaniach, kręci kolejne części. Aktualnie Hilton zapuściła się do Bangkoku, by wśród egzotyki i zróżnicowania kulturowego odnaleźć tę jedną jedyną jedzącą jej z ręki osobę. Pozornie orientalny klimat programu pryska jak bańka mydlana po kilku minutach oglądania, ponieważ uczestnicy, nie zawsze wychowani w kulturze wschodniej, są wyznawcami masowej miazgi, której guru jest córka milionera.
Program emitowany w odcinkach trwa kilka tygodni. Grupa uczestników wykonuje zadania, często uwłaczające ich godności, które mają potwierdzić ich bezinteresowność wobec Hilton. Co jakiś czas odrzucane są kolejne osoby, które niedostatecznie czczą dziedziczkę. Gdy już uda się wykończyć konkurencję, można sobie przytwierdzić do piersi ziemniaczany tytuł Kumpeli na zabój Paris i wpaść w przepaść zapomnienia. Bo w końcu w przygotowaniu kolejna odsłona show i trzeba się skupić na nowych poszukiwaniach. 

Paris Hilton w tym wydaniu to władcza ikona stylu, dobrego smaku, uosobienie cnót wszelakich. To niedościgniony ideał kobiety, przyjaciółki, człowieka sukcesu, istoty w sensie społecznym. Pianie z zachwytu nad jej wyjątkowością oplata krzykiem niemalże cały świat. Abstrahując od wybryków, które odbiły się głośnym bekiem o wiele par uszu, bo każdy ma do tego prawo, z przykrością stwierdzam, że przed programem nikt nie zrobił milionerce restartu mózgu. Jej cały świat to imprezy, zakupy, czerwony dywan i samce. I ślepa fascynacja ogromu ludzi. Hilton zmierza w kierunku życiowej nicości. Swoja pozycję zawdzięcza ojcu i jego pieniądzom. Jednak rzeszy wydaje się to kompletnie nie przeszkadzać. Razem z nią obierają azymut ISTNIEĆ. Istnieć bez wyzwań, bez przeszkód, bez bólu i wysiłku. Tak po prostu. Gdyby chodziło choć o kult ciała, to byłby jakiś punkt zaczepienia. Ale niestety. To ślepe hołubienie kogoś, kto nie wygląda, nie śpiewa, nie tańczy, nie gra, choć zapewne tak mu się wydaje. Można by się zapędzić, że nie istnieje. W pewnym sensie bowiem tak jest.

Jest jeszcze jeden program familijny, który schlebia filozofii pustki wyniesionej na ołtarze medialne. "Ekipa z New Jersey". Grupka ludzi, mieszkająca wspólnie pod czujnym okiem kamery, parająca się na co dzień niezbyt górnolotnymi zajęciami. Dzień jest męką istnienia, natomiast w nocy otwierają się ich oczy, ramiona, usta, kolana stają się odrębnymi jednostkami i rozpoczyna się libacja. Dzień w dzień wypady do barów, a tam opilstwo, rozróby i romanse. Mężczyźni co rusz z nowymi kobietami, o krótkim terminie przydatności, w swoich łóżkach i jacuzzi, kobiety w ramionach opalonych osiłków. Z braku zwierzyny łownej w barach, występuje również krzyżowanie się osobników wspólnie mieszkających...

W programie o nic nie chodzi, nawet o przysłowiową marchewkę. Jest on próbą ukazania ideału życia współczesnego człowieka między 20 a 30 rokiem życia. Taki hedonizm naszych czasów. Oprócz swobody seksualnej, hektolitrów alkoholu oraz wbijannia na twarzach innych szlaczków sygnetowych warunkowanych nagłym przypływem agresji i adrenaliny produkcja nie pokazuje nic innego. A mimo to fanów nie brakuje. Młodych ciągnie do bezsensownego nieróbstwa, schlebiają nudzie, sztampie. To nie jest przepis na weekend. To jest sugestia na życie. Do tej pory powstały trzy części. Trwają przymiarki do kolejnej. To potrzeba chwili...

Marnotrawię swój czas na te medialne bachanalia, żeby o nich pisać. Jestem wykolejonym pustakiem. Mam jednak mocną psychę i nie daję się wciągnąć w ziejące pustką atrakcje. Dobrze wiedzieć co kręci młodzież. Szkoda tylko, że jest to przezroczyste, nudne, proste NIC. "Kultura próżniacza" rulez.

wtorek, 14 czerwca 2011, eveliina_m

Komentarze
Gość: wieslawdojcewicz, un-153-154.static.sitel.net.pl
2011/06/14 14:30:38
Przede wszystkim super, że wróciłaś :)
Na temat Paris i poszukiwań najlepszego przyjaciela się nie wypowiadam, zaledwie fragment jednego odcinka widziałem. Nie moja estetyka, więc dam sobie z tym spokój. Ale najważniejsze, że jak zwykle fajnie się czyta Twój tekst :D
-
Gość: zamsz.44, apn-77-112-57-204.dynamic.gprs.plus.pl
2011/06/14 14:45:19
Do telewizji złażą się wszystkie zwierzęta z ulicy.
Ku4wy, alfonsi, p3dały, transwestyci, ćpuni, dilerzy.
Pewnego dnia spadnie prawdziwy deszcz i zmyje cały ten brud
Travis
-
Gość: Mad, 83-238-236-190.adsl.inetia.pl
2011/06/15 00:13:35
czasem cieszę się że nie mam TV i ten cały szit toczy się gdzieś obok;P
-
2011/06/15 08:17:50
Mad, uwierz, że telewizja może być pożyteczna :) Niestety widzę, że może źle wpływać na ludzką psychę, czego dowodem jest komentarz użytkownika zamsz.44. Szalona eskalacja agresji. Proszę o popuszczenie cugli.

kontakt

Statystyki:

AKTUALNIE ONLINE: