Blog > Komentarze do wpisu
Dajcie nam polizać Bohatera

Wpis miał powstać 11 listopada, ponieważ tematyka przystawała mi do tego wyjątkowego dnia. Może dobrze, że lenistwo wpłynęło na poślizg, bo teraz mam inny ogląd na sprawę i pojęcie narodowego bohatera zyskało całkiem inny wymiar.Ale w sumie to nie o tym chciałam.

Lubimy jak ktoś zrobi nam dobrze. Jest wręcz wskazane, aby każdy z nas miał takiego inspirującego łechtacza (brzmi dość dwuznacznie, ale proponuję to olać). Idol, bohater, guru, mentor, określenia można mnożyć. Chyba dobrze mieć rozumnego przewodnika, który twórczo nas napędza, który zachwyca swą postawą, pcha do przodu, nawet jeśli pod prąd.
Od jakiegoś czasu zauważam, że zaczynamy być niebezpiecznie napastliwi wobec swoich idoli. Nie wystarcza nam subtelna relacja UCZEŃ-MISTRZ, zaciera się, niestety, hierarchia, a co za tym idzie, przewodnictwo zostaje brutalnie odebrane. Pozostają jedynie pozory. Dokonujemy gwałtu na żywym organizmie. Nie na mentalności, bo ta zajmuje nas najmniej. Interesuje nas człowiek. Teoretycznie istota żywa, ale tak naprawdę przywiązujemy się do jego wyobrażenia. Wyobrażenia, które w naszej głowie najczęściej ukształtował ktoś inny. My przejęliśmy go od ogółu.
Powie ktoś - kolejny pies uwiązany na szyi kultury popularnej. No tak, cóż poradzić. Dynda i wyje. I choć mam wiele sympatii dla popkultury, to nie mam problemu, żeby dźgać ją tępym narzędziem w nerwowy splot. Sadystka.
Powie ktoś - to nie o mnie, ten akapit powyżej. Wiem, nie każdy się wpisuje. Więc niech nie każdy poczuje się trachnięty.

Kto zapisał się do fan-page kapitana Tadeusza Wrony, palec pod budkę! Czy nie uderza was niesmaczny kierunek w którym dryfuje ta strona? Gawiedź trzęsie się i wije w konwulsjach, bo ktoś zestawił na demotywatorze kaczkę i wronę. Czy półtora roku temu nie powstawały identyczne witryny, bo społeczeństwo miało swego bohatera-pogrobowca? Płakali, żałowali, kajali się i tonęli w hektolitrach swych rozpaczliwych wydzielin. Chip pamięci popkulturalnej, który ktoś wszczepił nam przez sen, pozwala nam w kilka chwil zapomnieć o tym jak na medialnej fali zachowywaliśmy się tydzień, miesiąc czy rok wstecz.

Podobno żyjemy w podłym świecie i autorytety są nam niezbędne. Pan kapitan w jednej sekundzie, wbrew sobie, stanął na świeczniku. Media skierowały na niego stroboskopowe światło, on się marszczył przyzwyczajając oczy do tego oświeceniowego szaleństwa a myśmy bili brawo i zabijali się o kawałek szaty. Cudna przypadłość czasu sprawi, że za chwilę relikwię wrzucimy do popkompostownika. I wszystko zgnije. 

TVN od jakiegoś czasu szuka Zwykłego Bohatera. Kogoś kto bezinteresownie pomógł drugiej osobie. Pragnie wyciągnąć go z cienia skromności i nagrodzić kwotą w wysokości 200 000 zł. Mniejsza o konwencje programu. Pytanie, czy znowu popkulturowo nie zabijamy istoty. Chcąc nagrodzić dobre serce niechcący zamieniamy je w sejf z kodem dostępu. To niezwykle trudna kwestia, niejednoznaczna. Nie wiem co mam o niej sądzić.

Jestem niestała w idolowych uczuciach. Niepostrzeżenie, w sposób metafizyczny, wyrzucam ze swego poglądowego łoża kolejne postaci, albo raczej ich wyobrażenia. I staram się z całych sił, by nie umorusać go nieodpowiednimi osobami. Takimi, które nie zasługują na zgłębienie tajemnic mej alkowy, albo takimi, które nie chcą w niej się znaleźć. Bo przecież nie odrazu trzeba iść z sobą do łóżka.

Wpis ten dedykuję Krzysztofowi, który w międzynarodowej atmosferze natchnął mnie twórczo :)

niedziela, 13 listopada 2011, eveliina_m

kontakt

Statystyki:

AKTUALNIE ONLINE: