Blog > Komentarze do wpisu
Wokalista poszukiwany - oferta nieaktualna

Na temat programów telewizyjnych szukających talentów wokalnych napisano już tak wiele, że od kilku dni zastanawiam się, czy podjąć to zagadnienie na blogu. Jednak w tym dniu narzuconej zadumy sapnęłam sobie kilkakrotnie nad parszywym, niczym gnijące dynie po Halloween, losem młodych, zdolnych wolnych elektrod. No właśnie, elektrod...

Nie mnie dywagować czy Gienek Loska nagra dobrą płytę albo jakim tępym narzędziem Michał Szpak piłuje sobie skrzydełka. Zajmuje mnie aspekt bumerangowości uzdolnionych, którzy zwinnym ślizgiem przemykają się między programami. Po porażce szukają kolejnej trampoliny, jakby moc wybicia generowana była przez konkretna stację telewizyjną.
Przykładów nie trzeba długo szukać. W programie The Voice of Poland (TVOP - będe stosować ten skrót) telewizyjnej dwójki, występuje Mateusz Krautwurst, facet, który dał się poznać jako świetny wokalista kilka lat temu w polsatowskiej Fabryce gwiazd (dla tych wszystkich, którzy nie oglądali - w jury tego show zasiadała Kayah). Teraz Kayah przycupnęła w fotelu jurorskim w TVOP i pieje z zachwytu nad genialnością Mateusza. Z jej ust padają epitety - doskonały wokalista, artysta skończony. Skoro jest taki perfekcyjny teraz i był świetny kilka lat temu, dlaczego musi się szwędać po kolejnych produkcjach? Czyżby tak naprawdę nikt nie był zainteresowany promocją talentu? Rozumiem, że rzeczą najważniejszą są oglądalnościowe słupki, ale dlaczego telewizja skazuje wokalistów na wieczna tułaczkę, póki medialny trąd nie upierdzieli im nóżek? Ale w sumie bez nóżek też sobie można radzić - wiara we własny geniusz przyprawia skrzydła. Poważnie. Byłam świadkiem takiego cudu za pośrednictwem wspomnianego już TVOP. Zza światów wrócił Piotr Lato, zapisany złotymi zgłoskami na stronicach kroniki popkulturowej jako jeden z pierwszych uczestników programu Big Brother. W międzyczasie przewinął się przez Idola. Chciał się znowu pokazać szerokiej publiczności. Przyszedł. Ubrany według wędkarskich trendów, brakowało mu tylko spławika u kapelusza. Przyszedł z dobrą nowiną. Tylko nie wiadomo dla kogo. Rzucił pracę, bo po raz kolejny poczuł, że musi śpiewać. Wybrał Pearl Jam. Wykonał. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby Eddie Vedder nigdy już do Polski nie przyjechał. Dorosły facet, otoczony życzliwymi ludźmi(głęboko w to wierzę). I oni mu na to pozwolili....

Wizja utrzymania siebie tylko dzięki talentowi nęci. Gabriel Fleszar również stanął w szranki w TVOP. W takim samym anturażu, identycznie zbuntowany. Jurorzy go znali (no może poza Nergalem, który nie gustuje w popkulturze, ale piosenki dla swojego zespołu wyjmował bynajmniej nie z gustownego wora). Producenci muzyczni zapewne też o nim pamiętali. Odpadł. Całkiem szybko. I jeszcze Marcin Koczot. Wokalista, którego prezentacji towarzyszyła zasłona dymna, twarz zaciemniona, głos zniżony. Nim zdążył wejść na scenę, między wdechami wybąkał, że gra w zespole Patrycji Markowskiej. Ech ta konspiracja. Chciałbym ale boję się. Z jednej strony idę do programu, bo nie chce niczego zawdzięczać córce wielkiego wokalisty, ale z drugiej ubezpieczę tyły jakby ktoś chciał mi zbyt szybko zasadzić kopa w tyłek. Bo przecież gram u Markowskiej.

Wszyscy chcą śpiewać. Ja też. Ale mnie nie wolno. I wielu innym też powinno się zabronić tego procederu. Są jednak jednostki, którą muszą to robić. Dla nich tworzone są programy, które zgrabnie zamiatają większość uzdolnionych pod medialny dywan. Albo zmuszają do pielgrzymowania pod inne drzwi. A na drzwiach wciąż ten sam napis.

wtorek, 01 listopada 2011, eveliina_m

kontakt

Statystyki:

AKTUALNIE ONLINE: