Blog > Komentarze do wpisu
Młodzi Panowie Trzej czyli rzecz o Paszportach Polityki

Tymczasem w ostatniej Polityce literacka grupa wsparcia. Szostak, Żulczyk, Twardoch, Orbitowski. I tak własnie mi się przypomniało, że o książkach miałam pisać. O tych wszystkich, które jakieś szanowne grono wytypowało do tegorocznych nagród paszportowych. Literackich nagród. Po raz pierwszy bowiem udało mi się zaznajomić z treścią trzech nominowanych propozycji. A właściwie pięciu pozycji, bo jedna z nich to trylogia. Pewnie bym tego nie zrobiła, gdyby nie fakt, że wcześniej, przed galą, zapoznałam się z nominowaną do wyróżnienia ksiażką Sto dni bez słońca Wita Szostaka. I ona skradła me serce. Jakże więc się stało, że się obsrało i jednak ktoś zadecydował o innym werdykcie? Musiałam sprawdzić to u źródła. 

Sto dni bez słońca Szostak promował spowity w tweed. Piękna to prezentacja dystansu do własnej osoby. Bo główny bohater powieści, Lesław Srebroń, też zakłada tweed. Dorasta do niego, dojrzewa, kiedy jednak go przywdziewa, czuje niezwykłą nobilitację. Również intelektualną. Dla Srebronia ta tkanina to przepustka do świata nauki, który otwiera przed nim swe podwoje na Finneganach. Wit Szostak tak pięknie ukazuje przeintelektualizowane towarzystwo akademickie, że czytając Sto dni bez słońca nie mogłam opanować śmiechu. Miałam przed oczami jednego z wykładowców, który przez pięć lat studiów starał się nam ukazać swą wyższość poprzez zbitki trudnych wyrazów które hurtem wysypywały się z jego przemądrzałych ust. Tak nas nimi smagał, wyskrobywał je wzrokiem ze swych pożółkłych karteluszek a z każdą minutą wykładu jego twarz przybierała intensywniejszy odcień purpury. Pod koniec grzmiał już jak na ambonie i łypał na nas złym okiem. A potem na egzaminie odpytywał nas z tych swoich trudnych sformułowań, i pilnował by słowo w słowo cytować go z pamięci. Poznałam Srebronia wcześniej. Tylko, że mój Srebroń był zły, niepokorny, brakowało mu miękkości i dobroduszności jakie cechują Lesława. 
Bohater Szostaka przybywa na Finnegany by uczyć studentów o wybitnym polskim fantaście - Szymonie Włóczniku. Włócznik jest dla niego wielkim, niedocenianym pisarzem na którego temat chce napisać potężną monografię. Wcześniej jednak chce zapoznać z jego prozą cały świat. Rozpoczyna od pięciu studentów, których posądza o wielką miłość do swego mistrza (tymczasem oni nawet nie rozumieją jego wytrawnej akademickiej angielszczyzny, która w rzeczywistości jest amatorskim bełkotem). Szymon Włócznik natomiast jest niezwykłego sortu grafomanem, snuje tak szaleńczo-niedorzeczne historie z życia ze zmasakrowanym przekazem, że nie sposób nie walnąć głową w ścianę ze śmiechu. 
Czytając Sto dni bez słońca co rusz odbiorca zadaje sobie pytanie - on naprawdę jest tak szaleńczo głupi? Taki nieżyciowy, ograniczony, naiwny, a w reszcie - taki samotny w swym galopującym idiotyzmie? Lesław Srebroń, którego alter ego jest właśnie Szymon Włócznik ( to moja autorska teoria, być może tak samo niedorzeczna jak przeświadczenie Srebronia o swej misyjności) za nic ma świat zwykłych zjadaczy chleba. I choć wywyższa się ponad "lud' do granic niemożliwości to jest w tym tak słodko nadęty, że nie sposób go nie lubić. Spozieram na niego z nizin społecznych i pękam z zachwytu nad jego misternie skleconym światem. Światem, gdzie wszystko jest poukładane. W którym jak się wali to wszystko po kolei. Ale odradza się niczym feniks z popiołów. Po podstawy są solidne. Bo jak się mocno wierzy w swój zamysł, cel i powinność, to szybko można się pozbierać i ruszyć dalej, do ataku! Nawet jeśli cały świat się śmieje i szydzi. Klapki na oczach wielu przedłużają życie i nie pozwalają zboczyć z egzystencjalnej osi. 

witszostak                                                                                            Wit Szostak

Trudno mi było sobie wyobrazić, że którakolwiek z nominowanych pozycji jest lepsza od Stu dni bez słońca. Musiałam to empirycznie sprawdzić.

Zaczęłam od Zygmunta Miłoszewskiego. Cechuje go inna wrażliwość niż literacką grupę wsparcia. I nie jest najlepszym pisarzem. Jednak doskonale snuje intrygę, konstruuje wątki kryminalne. Nie jestem specjalistą w gatunku, nigdy nie wpadłam w przepastne ramiona kryminału, jednak trylogia o prokuratorze Szackim jest naprawdę dobra. Zwłaszcza trzecia. Druga część, "Ziarno prawdy", jest słabym spoiwem pozostałych powieści. Może ze względu na wątki polsko-żydowskie, którymi czuję przesyt, może ze względu na nawiązania do dana Browna a może do Ojca Mateusza. A może po prostu Miłoszewski zaliczał wówczas spadek formy.  Bo jest to pisarz, który bardzo rozwinął się w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Wystarczy przeczytać Domofon a następnie sięgnąć po jedną z części trylogii. Różnica jest namacalna.
Miłoszewski stworzył świetną postać prokuratora Szackiego. I to ona tworzy oś trzech kryminałów. Nie szanują tego reżyserzy Bromski i Machulski, którzy w adaptacji pierwszej części w roli prokuratora Szackiego obsadzają kobietę. W "Ziarnie prawdy" Szackiego gra Robert Więckiewicz. I choć Miłoszewski maczał palce w scenariuszu, to chyba nie udało mu się przeforsować aktora, którego fizjonomia pasowałaby do wyglądu prokuratora. Ponieważ "obejście" Szackiego jest niezwykle istotne. MUSI być siwy i przystojny. A jest Wałęsą bez wąsa. Szacki musi przyciągać kobiety swoim wyglądem, i choć zapewne Więckiewicz ma fanki swojego lica, to zapewne nie są ich tłumy ani tabuny. Może nawet nie dziesiątki. Dla mnie Szacki to taka policyjna królowa śniegu. Tymczasem Więckiewicz pretenduje do miana królowej dżdżu. 
Każdy z kryminałów toczy się w innym mieście (Warszawa, Sandomierz, Olsztyn). Pięknie maluje krajobrazy miejscowości Miłoszewski. Zawiłości kryminale są przemyślane i trzymają do końca w napięciu, przynajmniej takiego laika jak ja. Świetnie się to czyta, fabuła nie meczy, nie jest przegadana. Doskonałe pozycje do tak zwanego "poczytania". Nie wygrywa jednak z moim faworytem Finnegańskim.

zdjcie_ze_strony_www.papilot.pl                                                                                                www.papilot.pl

Pozostaje więc jeszcze Żulczyk. Ale Żulczyka to ja kompletnie nie pojmuję. Radio Armageddon zmęczyło mnie okrutnie. Brnęłam przez tę księgę niczym Jan Mela na biegun. Nigdy nie było we mnie woli walki, chęci rewolucji. Nawet w okresie, w który bunt jest wpisany hormonalnie w życiorys. Może dlatego tak ciężko było mi wkręcić się w anarchistyczny klimat powieści szalone koncerty młodych, rozbój, krew, alkohol i narkotyki. Pewnie gdyby te treści trafiły do mnie w momencie gdy zaczytywałam się w pamiętnikach narkomanki, przesiadywałam na Dworcu ZOO, bardziej bym je odczuła. Może mocniej wstrząsnął by mną Cyprian, bohater charyzmatyczny, zagubiony, może bym go wtedy kochała choć trochę. Teksty o samotności, przedmiotowości o rozdarciu bohatera, jakoś kompletnie mnie nie wzruszają. Może to mój problem a może fabula faktycznie jest ciężka do strawienia i przetworzenia. Wystawienie na deskach teatru Radia Armageddon zakończyło się fiaskiem. Czyli łatwo nie jest. 
To, co pozostało w mojej głowie po przeczytaniu wydawnictwa to absurdalny chaos, z którego wyciągam teraz złote nitki szaleństwa, które pętały Szymona w jego narkotycznych wizjach. I tego tkam taki mini opis, który być może dotyka treści ale absolutnie jej nie wyczerpuje. Mam ewidentny problem z Jakubem Żulczykiem. 

Okazało się więc, że nie ma lepszego nad Wita Szostaka. Przyznanie Paszportu Polityki Zygmuntowi Miłoszewskiemu było zagrywką niezwykle bezpieczną. Bo w kryminale się większość odnajdzie i wielu pochwali. A w wyspiarskim szaleństwie naukowym nie każdy mógłby żywo uczestniczyć. Może jednak paszport bardziej przyda się Miłoszewskiemu aniżeli Szostakowi. Bo to jednak troszkę inna półka wydawnicza. Czekam na nowego Szostaka. Tymczasem już za winklem czai się Orbitowski. 

_DSC8959                                                                                           Adam Patrzyk

piątek, 08 maja 2015, eveliina_m

Polecane wpisy

Komentarze
2015/05/10 12:48:29
Świetnie napisane. Uwielbiam twoje metafory ("królowe dżdżu" itp:)
No i zachęciłaś mnie do przeczytania kolejnej książki (tej tweedowej), myślę, że w roli profesora zobaczę tą samą twarz, którą widziałaś Ty!

kontakt

Statystyki:

AKTUALNIE ONLINE: